Dziś również nie będę się rozpisywał - powiem tylko tyle: cholernie trudno powrócić do normalnej egzystencji, do zwykłego szarego życia po takiej nocy jak ta jedna magiczna noc sylwestrowa
Naszło mnie dziś na nostalgiczne refleksje, stąd uaktualniłem playlistę
Coś ostatnio porzuciłem blog ale już zaczynam się tłumaczyć (niczym winny brzdąc który ogląda filmy dla dorosłych ;)). Przede wszystkim - święta - kilka dni spędzonych w miłej atmosferze minęło bezpowrotnie, sielski czas jaki wtedy panował teraz trzeba zamienić na pomaganie rodzicom w zwykłych pracach domowych (to że jestem “studentem” i to z dala od domu wcale mnie nie zobowiązuje do tego żebym przy każdym przyjeździe był traktowany jak Bóg wie jeden co)… Poza tym jestem ogarnięty pracą (tą “programistyczną”) - z jednej strony bardzo się cieszę bo oprócz sposobu na nudę mogę się rozwijać, ale z drugiej - jak czasem dostaję zadania z którymi się muszę zmierzyć to się zatrzymuję i uświadamiam jak człowiek mało wie, mało umie - niestety, będąc wewnątrz tego informatycznego świata zakazany jest postój, trzeba cały czas kroczyć… nie - pędzić do przodu, być na bieżąco, bo to co wczoraj wydawało się technologiczną nowością, dziś jest przestarzałą ideą, dla której znaleziono tysiąckroć lepsze rozwiązanie… Jak to zwykle bywa, gdy poświęcasz się dla innych zapominasz o samym sobie, więc i ja musiałem zaprzestać na jakiś czas rozwijania swoich własnych projektów, ale gdy tylko jakoś wszystko się unormuje, wracam do kodzenia i tak myślę żeby tu na blogu zamieszczać jakieś gotowe programiki do pobrania (może nawet mini kursy, tutoriale) - się jeszcze zobaczy. Jak na razie w najbliższej przyszłości zbliża się wielkimi krokami sesja i to na niej będę się musiał skupić. Jeśli mnie nie będzie więc przez dłuższy czas znaczy to że albo wygrałem w lotka kilka milionów i siedzę pod parasolem na plaży na jakieś ciepłej wyspie bądź też padłem z wyczerpania nad książkami z których zwykły śmiertelnik (czyli ja) rozumie tyle co nic…
Tymi dobrze znanymi słowami chciałbym nawiązać do zbliżających się coraz większymi krokami świąt Bożego Narodzenia. Pewnie w wielu Waszych domach trwają intensywne przygotowania do tego magicznego okresu, w powietrzu unosi się zapach świeżej choinki, w wannie niespokojnie pływa sobie karp jakby przeczuwał jaki los go czeka, z kuchni docierają zapachy potraw wigilijnych. Wszystko to służy sprawieniu abyśmy mogli spędzić te dni ze swoimi bliskimi w spokojnym, ciepłym gronie rodzinnym
Powyższym tytułem chciałem jednocześnie nawiązać do popularnej niegdyś reklamy, w którą zamieszany był Mikołaj, czerwone ciężarówki i znany na całym świecie koncern przemysłu spożywczego Jak co roku, w tym przedświątecznym okresie daje o sobie znać “inna” strona człowieka, ta bardziej konsumpcyjna - pisałem już o tym ale zdaje się że problem jest na tyle ważny że warto go poruszać. Czemu, gdy zbliża się grudzień, niemal natychmiast w naszych głowach pojawia się myśl: “jakie prezenty kupić”, “co podarować”, “ile będą mnie kosztowały te święta”? Może pomyślicie sobie - “przecież to takie ,,normalne,, , ,,oczywiste,, że święta kosztują”. No fakt, nie możemy przecież być nie-przygotowani, niejako narzuca nam to świat w jakim żyjemy - rozejrzyjmy się - zewsząd docierają do nas obrazy ciepłych, radosnych świąt z kolorową choinką, suto zastawionym stołem, mocą prezentów - jesteśmy wręcz zobligowani do tego by pójść do sklepu, na rynek i kupować, kupować… Czy aby się w tym nie zatracamy? Gdzie jest napisane że tak MUSI być? Czy ktoś nam każe, pod groźbą śmierci głodowej kupić ten albo ten produkt? Jeśli na ostatnie pytania Wasze odpowiedzi brzmiały “nie” - należy się więc zastanowić czym to jest powodowane… Odpowiedź jest niemal natychmiastowa - komercja. Przypomina mi się rozmowa którą ostatnio prowadziłem z kolegą, podczas której uznaliśmy że to ona właśnie w tych czasach nadaje tak naprawdę “świąteczny” klimat. Jesteśmy atakowani zewsząd przez slogany, bilboardy, reklamy zachęcające nas do oddania swoich ciężko zarobionych pieniędzy i w tych poczynaniach jesteśmy niemal bezbronni, bo co i rusz pojawiają się nowe okazje, promocje, przedświąteczne zniżki, że aż żal byłoby nie skorzystać.
Taki obrazek świąt przewija się co roku, i jakoś nie możemy się od niego uwolnić, wrosło to już tak mocno w naszą świadomość, że stało się niemal tradycją. Czy jednak jedyny raz w życiu nie możemy spróbować czegoś innego? Czy nie możemy zaprosić całej rodziny do pomocy przy przygotowaniach do świąt, zamiast wydać pieniądze i “kupić gotowe święta”? Czy nie staliśmy się za bardzo wygodni - wszak wspólna praca nad jednym celem zbliża, a o to w tych świętach przecież chodzi, czyż nie? Przypomnijcie sobie zeszłoroczną Wigilię, składanie życzeń na Nowy Rok, wręczanie prezentów - czy było w nich choć trochę serca, szczerości, czy było to przysłowiowe “klepanie kilku słów na ,,odwal się,, bo tak tradycja każe”? Uwierzcie, o wiele przyjemniejsza dla serca jest bliskość innego serca ale prawdziwa, a nie taka udawana, tylko na chwilę, tylko przez tę jedną, wyjątkową noc
Ech, nie myślcie sobie że mam jakieś uprzedzenia co do świąt i całej tej otoczki, która się wraz z nimi pojawia - bardzo lubię ten czas, jednak staram się patrzeć szeroko na świat i poruszać sprawy które dotykają bezpośrednio każdego z nas, a z których wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jakie problemy i zagrożenia mogą ze sobą nieść…
Chciałbym Wam życzyć moi Kochani wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, żebyście spędzili je w gronie najbliższych sobie osób, żeby przy wigilijnym stole nie zabrakło Wam miłości i uśmiechu i pamiętali, że zamiast prezentów, tych co leżą pod choinką, o wiele więcej ciepła przynosi ofiarowanie siebie innym
Niech Nowy Rok przyniesie Wam więcej odwagi, pewności siebie w podejmowaniu decyzji i niech Wasze wybory życiowe będą wyłącznie trafne
Jak przystało na poważnych, dorosłych ludzi, którzy studiują po to, żeby zdobyć wiedzę, która będzie potrzebna im do przyszłej pracy, by móc utrzymać rodzinę i zapewnić sobie godną starość, dziś, w trakcie międzyzajęciowej przerwy na “Rozmowy w tłoku - o wszystkim i o niczym” wywiązała się pomiędzy nami żywa dyskusja na jeden z najważniejszych tematów ludzkości, szalenie poważny i niesamowicie wielopłaszczyznowy, problem z jakim spotyka się wielu z nas, ale niewielu zna odpowiedź, a mianowicie…: jakie bajki najchętniej oglądaliśmy gdy byliśmy dziećmi? Przyznam że zamieszanie jakie powstało wokół tego problemu można jedynie porównywać do dnia (w zasadzie wieczoru), gdy z akademika na około pół godziny uciekł internet (wyobraźcie sobie płacz, lament i rzucanie niecenzuralnym słownikiem przez kilkaset osób a da Wam to obraz tego co się działo ;P). Jak to bywa w dyskusjach: zdania były podzielone, każdy miał swojego faworyta. Należy więc przywołać kilka z tytułów jakie wpadły nam do głowy: Muminki, Smerfy, Kubuś Puchatek, Kaczor Donald, Kulfon i Monika (pamiętacie ich jeszcze?), oczywiście - Krecik, Reksio, Bolek i Lolek, Gumisie, Pszczółka Maja, Sąsiedzi, Zaczarowany Ołówek, Rozbójnik Rumcajs (kto pamięta jak miała na imię jego towarzyszka? :)) i inne. Nie wiem czemu, ale nikt nie pamiętał Pomysłowego Dobromira - mi akurat jakoś tak bajka utkwiła w pamięci Mimo to, uznaliśmy że najbardziej przerażającą postacią z bajek, gorszą od bohaterów Piły, Hostela, Złego Skrętu i innych horrorów razem wziętych była i na zawsze pozostanie “Buka” z Muminków (nie przyznacie się ale i tak myślicie podobnie a wraz z nią rzesza Hatifnatów (dziękuję Panie P. za przywrócenie wspomnień ), brr aż ciarki mnie ogarniają kiedy ją widzę…
Z rozmowy wyrzuciliśmy wszystkie bajki pokroju Pokemonów, czy inne nowoczesne, nierzadko trójwymiarowe produkcje, bo uznaliśmy że nie mają one takiej “duszy” jak te, z okresu naszego dzieciństwa - trzeba przyznać że potrafiły one nas zająć na długie godziny mimo ubogiej jak na tamtej czasy jakości - ich magia tkwiła w fabule, kreacjach bohaterów i tej aurze “bycia dzieckiem”. Aha - jak najszerszym łukiem ominęliśmy również sławetne Teletubisie (widzę ten uśmiech ironii) bo to nie jest bajka a psychodeliczna opowieść o wyimaginowanych postaciach nieudowodnionej płci i preferencji, żyjących w zakrzywionej czasoprzestrzeni chorego umysłu który przyczynił się do ich stworzenia…
Z naszej dyskusji wypłynęły następujące wnioski:
1. Niekoniecznie “nowe, nowoczesne” znaczy “lepsze”.
2. Młodość to najważniejszy okres w naszym życiu, bo jak się wtedy ukształtujemy tak wpłynie to na nasze życie.
3. Nie ufajmy żółtym japońskim stworom z wyłupiastymi oczami czy fioletowym nie-wiadomo-czym-z-antenką-na-głowie-i-telewizorem-w-brzuchu - tyle radości ile przynosił Krecik i jego “Ahoj!” nic nie jest w stanie zastąpić
4. W każdym z nas wciąż żyje dziecko, pozwólmy mu się czasem uwolnić
5. Studenci zawsze potrafią znaleźć inteligenty temat do rozmów.
P.S: Na koniec - niespodzianka: świąteczny odcinek naszego kochanego Krecika (z 1975 (!) roku). Miłej zabawy